Stanisław Lem zarzucał J.G. Ballardowi, że jego twórczość science fiction zbyt mocno odbiega od naukowej precyzji, to trudno dziś nie dostrzec w tej „dziwaczności” pewnej profetycznej mocy. Lem pisał, że Ballardowa fantastyka jest „za mało… naukowa, logicznie niespójna i w swojej dziwaczności zbyt nic niemówiąca, żeby kiedykolwiek się spełnić”. A jednak to właśnie jego oniryczne, często absurdalne wizje okazują się trafniej rezonować z dzisiejszym chaosem niż uporządkowane konstrukcje futurologiczne ubiegłego wieku. W dobie nadciągającej osobliwości technologicznej, o której pisał Ray Kurzweil – momentu, w którym rozwój stanie się tak wykładniczy, że przestaniemy rozumieć jego konsekwencje – może to właśnie nielinearność i intuicja są najbardziej wiarygodnymi narzędziami opisu. W obliczu przyszłości, która zdaje się coraz mniej przewidywalna, to nie analiza przeszłości, lecz śmiałe, nawet irracjonalne projekcje pozwalają lepiej uchwycić naszą rzeczywistość.
Zbiór opowiadań J.G. Ballarda pod tytułem „Ogród czasu” to fascynująca podróż w głąb wyobraźni autora, niemal nieograniczonej. Po kilku opowiadaniach nie zakwalifikowałbym tej książki do SF, ale pal licho szufladkowanie! Dla tych, którzy po raz pierwszy czytają moje wrażenia o przeczytanych książkach: nie cierpię szufladkowania i kategoryzowania sztuki. Uważam, że od tego są zawodowi recenzenci, i nie będę im odbierał chleba. Tacy „typowi” krytycy to często artyści, którzy z teorii wiedzą, jak powinno być (w ich mniemaniu), ale sami nigdy niczego nie stworzyli. Bywają zapewne i inne przypadki, lecz ten wydaje mi się najbardziej typowy a zarazem nie godny poważania. Owi „znawcy” często z tego powodu namiętnie pastwią się nad tymi, którym się udało. Taki żart…
Wracając do „Ogrodu czasu” Ballarda, najbardziej przypadły mi do gustu dwa opowiadania: „Wymiatacz dźwięków” – już sam tytuł przyprawił mnie o dreszcze… i „Trzynastu do Centaura”. Nie oznacza to, że pozostałe uważam za gorsze. Nie oceniam. Wyróżniłem je, ponieważ najbardziej trafiły w mój gust. Pierwsze, ponieważ dotyczy dziedziny, w której również coś niecoś robię, czyli muzyki, a drugie, ponieważ wydaje mi się, że to pierwowzór wielu pomysłów wykorzystywanych w różnych wariantach przez twórców SF. Ale może mi się tylko wydaje… Dodatkowa informacja: publikowane w tym zbiorze opowiadania powstawały na przełomie lat 50. i 60.
Jedna uwaga dotycząca wydania, które mam w swoim posiadaniu: nie polecam, ze względu na kilkadziesiąt błędów ortograficznych. Być może wydawca zbytnio uwierzył, że wysoki poziom reprezentowany przez tłumacza pozwala na nie zlecanie redakcji i korekty. Szkoda.
Gorąco polecam!
B. Janko
Tytuł: „Ogrody czasu”
Autor: J.G. Ballard
Wydawnictwo Literackie (1982)