Przejdź do treści

1Q84

Haruki Murakami ze swoją trylogią 1Q84 zabrał mi sporo czasu i skutecznie zajął głowę na długie tygodnie. Blisko półtora tysiąca stron barwnej, klimatycznej prozy japońskiego mistrza to naprawdę świetnie spędzone wieczory. Czytam głównie nocami, więc tym bardziej doceniam książki, które nie pozwalają zasnąć z nudów, tylko z niedoczytania kolejnego rozdziału. To jeden z moich ulubionych współczesnych pisarzy. Przeczytałem wszystko, co zostało przetłumaczone na polski i wydane drukiem. W rozmowach ze znajomymi, którzy czasem pytają mnie o opinię na temat jego twórczości, odpowiadam zawsze podobnie. Murakami ma niezwykłą zdolność przyciągania i zatrzymywania uwagi czytelnika, niezależnie od tego, o czym właściwie pisze. Śmieję się, że gdyby stworzył instrukcję obsługi kuchenki gazowej, też czytałbym ją z zapartym tchem i analizował metafizyczne znaczenie pokrętła do regulacji płomienia. W 1Q84 pojawia się kilka trupów, właściwie po jednym na tom, ale wcale nie o morderstwa tu chodzi. To raczej punkt zwrotny, pretekst, delikatne przesunięcie akcentów. Cała akcja nie koncentruje się na kryminalnej zagadce. Niejeden autor zmieściłby tę historię na dwustu stronach i jeszcze by skrócił dialogi. Murakami robi coś zupełnie odwrotnego. On pozwala tej opowieści oddychać, rozrastać się, skręcać w boczne uliczki, zaglądać do wnętrz bohaterów i ich samotności. Zastanawiam się tylko, czy mogę z czystym sumieniem polecić tę trylogię każdemu. Nie chciałbym, żeby ktoś miał do mnie pretensje, że wpadł w jej sidła i utknął na długie tygodnie, tak jak ja. Bo to jest właśnie ten rodzaj lektury, która wciąga powoli, ale skutecznie. Nagle czytelnik orientuje się, że świat trochę się przesunął, księżyce jakby są dwa, a ty zamiast iść spać, przewracasz kolejną stronę i mówisz sobie, że to już naprawdę ostatni rozdział. Oczywiście nie jest.

Bogusław Raatz

Tytuł: 1Q84

Autor: Haruki Murakami Wydawnictwo: Muza (2024)